Na Sylwestra

Ostatni dzień roku to szampańska zabawa z przyjaciółmi i pożegnanie 2016 roku. Zanim jednak miało być to możliwe musiałem odbyć daleką drogę na Sylwestra. Żona zabrała mi auto a ja zostałem w rodzinnym mieście Łęczycy. Postanowiłem przebić się do Łodzi przez las w Chociszewie. Temperatura oscylowała wokół zera ale lodowaty wiatr powodował znacznie niższe odczucia. Ucieczka z asfaltu w zalesiony teren była jedynym wyjściem na uniknięcie odmrożeń. 4,5 godziny jazdy i 48 km spowodowały, że musiałem ratować się świątecznymi pierogami, które wiozłem do domu. Zmęczony lecz szczęśliwy dotarłem o 15:30…

Read More

Poswiąteczny rozruch

Przedostatni dzień 2016 roku nie mógł upłynąć inaczej niż na dwóch kółkach. Pora ruszyć się od świątecznego stołu i spalić nieco kalorii, w które obficie zaopatrzyłem się w święta. Był lekki mróz i piękne słońce! To niestety powodowało szybkie roztapianie się zmarzniętej ziemi i po 20 km jazdy moja Biała Dama zaczęła przypominać dalmatyńczyka… Film: https://www.youtube.com/watch?v=rv0WzA0WEMQ

Read More

Mikołajki w Łagiewnikach

Wtorek, 6 grudnia 2016 roku. Traf chciał, że właśnie wyszedłem z Kubą ze szpitala i miałem cały dzień dla siebie. Okazało się, że nie zabrałem stamtąd łapci… Szpital mieści się w Łagiewnikach… Za oknem zrobiło się biało… Kasia zabrała samochód… Sytuacja zmusiła mnie zatem do wybrania się tam rowerem. Nie powiem, że mocno protestowałem – wręcz przeciwnie – taki pomysł od początku mi się spodobał. Po drodze wpadłem do sklepu DECATHLON po ocieplacze na buty (to jedna z tańszych rzeczy, która bardzo pomaga w chłodniejsze dni – POLECAM!). Ja za swoje…

Read More

Rudzka Góra pokonana!

Sobota, 3 grudnia 2016 roku. Szwagierka została z córką. Miałem godzinę żeby się wyrwać i porkęcić na dwóch kółkach. Padło na Rudzką Górę – jest stosunkowo blisko i nie muszę pedałować asfaltem. Było trochę wilgotno więc zabrałem Konana (Kona Kikapu). Po krótkiej dojazdówce dotarłem na miejsce. Niestety miałem ograniczony czas gdyż dostałem informację o szalejącej Biance. Udało mi się pokonać zjazd, na którym wcześniej poległem… Zawdzięczam to w dużej mierze obniżanej sztycy (tzw. winda) i 150 mm z przodu (ostatni nabytek – tzw. czarnuch). Kona zmieniła znacznie swoją geometrię, poprawiając…

Read More

Urwany hak w Łagiewnikach

Wtorek, 22 listopada 2016 roku. Ostatnie okno pogodowe w tym roku. Temperatura przekroczyła grubo ponad 13 kresek. Wolne przedpołudnie spowodowało, że razem z Marianem postanowiliśmy odwiedzić Łagiewniki. Zrobiło się na tyle ciepło, że wyskoczyliśmy w krótkich gaciach! To była też ostatnia okazja do przetestowania nowego, biało-czerwonego kompletu na wyścigi w przyszłym roku. Wszystko szło idealnie do momentu gdy coś zaczęło mi obcierać o tylne koło. Zlekceważyłem zagrożenie myśląc, że to błoto i liście. Po kilkunastu metrach usłyszałem złowrogie trach… Ponieważ już dwa razy urwałem hak – wiem jak brzmi on…

Read More

Konan barbarzyńca

Sobota, 1 października 2016 roku. Pierwsze testy amortyzatora Bomber 150 mm 8 (tzw. czarnuch). Wcześniej użytkowałem Marzocchi Marathon SL 100 mm skoku. Coraz częściej, szczególnie w górach narzekałem na mocne szarpanie przodem. Zwiększenie skoku o 5 cm zmieniło sytuację diametralnie na plus oczywiście! Niby to niewiele ale praca czarnucha znacząco poprawiło prowadzenie roweru na zjeździe. Na podjazdach nie ma tragedii gdyż można go utwardzić i gubi wówczas 50% skoku. Tak obniżona Kona genialnie pokonuje największe wzniesienia. Należy tutaj wspomnieć o zmianie najmniejszej, 22 zębowej tarczy na złote, 20 zęby. W…

Read More