Baltic Tour (314km)

Wyjechaliśmy planowo (5:00). Nie obyło się bez przeszkód, ledwo wyjechawszy z Łęczycy nasz pupilek złapał pierwszą gumę (SMS: Kapeć na 307 km; 5:23 – 5 km drogi). Grupa SAR ruszyła ze sprzętem na ratunek – szybka wymiana opony i dętki i dalej w drogę. Nie było dobrze, przejechał 1,1 km i ponownie złapał gumę (SMS: Kapeć na 305,9 km; 5:54 – 6 km drogi). Ponownie SAR ruszyło na ratunek – ponownie wymiana i w drogę. Tylko nasłuchiwałem czy telefon się nie odzywa.

Przyszła nowa wiadomość, myślałem już o najgorszym… (SMS: Kapeć; 6:23 – 12 km drogi). Stało się najgorsze… Kiedy się spotkaliśmy popatrzeliśmy na siebie z przerażeniem, co tu dalej robić, przecież przed nami jeszcze tyle drogi a poszły już dwie dętki i dwie opony, została tylko jedna. Pikuś wymienił ostatnią oponę i ruszył w drogę. Długo telefon się nie odzywał z czego się niesamowicie cieszyłem i w duchu sobie myślałem, że chyba jedzie dalej – trzymałem za to kciuki.

Grupa SAR w między czasie poszukała wulkanizatora i załatała ogumienie – kiepsko to zrobili, ale może starczy do Włocławka, tam może się coś kupi. Telefon milczał co mnie niesamowicie cieszyło. Ruszyliśmy w pościg za Pikusiem, ciągle go nie było widać. Przyszedł kolejny sms, aż bałem się zobaczyć jego treści, myślałem że ponownie dętka poszła – biedakowi zabrakło wody i jedzenia. Wdepnąłem aby go szybciej dogonić i o dziwo dogoniliśmy go 20 km za Włocławkiem, przez korki na drodze nieźle nam uciekał. Usiadł sobie, odpoczął, napełnił zapasy i dalej w drogę.

Dłuższą przerwę zrobiliśmy w Toruniu, pozwiedzaliśmy stare miasto. Czas jednak gonił… Za Toruniem przypadkiem spotkaliśmy innych kolarzy z którymi Pikuś jechał przez następnych 40 km i też mieli pojazd SAR :). Jechało 3 kolarzy i dwa pojazdy eskorty, fajnie to musiało wyglądać. W Kwidzyniu organizm Pikusia odczuł już zmęczenie, złapał go porządny skurcz – pewnie brak magnezu. Rozpoczęliśmy poszukiwanie apteki, niestety wszystkie napotkane były pozamykane, całe szczęście w Żabce coś dostałem. Poczwórna dawka podziałała, nic złego dalej już się nie działo.

Trochę dalej rozpoczęły się pagórki, dość spore ale nasz kolarz dzielnie jechał dalej – na jego twarzy widać było niesamowite zmęczenie. Az mnie podziw brał, że tyle kmów już za nim, a on ciągle jedzie i to w takim terenie. W Nowym Dworze Gdańskim na twarzy Pikusia było widać niesamowite zmęczenie, ale i też radość, że już niedaleko. W Stegnie, wiedzieliśmy już, że uda nam się dojechać do celu. Udało się! Dojechał!

Zasługuje na miano CZŁOWIEKA Z ŻELAZA !!!

Dzięki Wam za wspaniałą wyprawę!
Kiedy następna?

Galeria

Film



« (Previous News)
(Next News) »



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *