XII. Beskid Mały 2012

Dzień 1

Tylko kierunek południowy mógł nas od tego uwolnić i zresetować! Nadażający się długi weekend z okazji święta Trzech Króli to był ten czas, nasz czas – 2 dni bez antyperspirantów, faktów, mediów, pracy, rodziny, muzyki, telefonu i zbędnego ludzkiego pierdolenia! Pogoda nie dokońca była wymażona, a prognozy próbowały nas skutecznie zniechęcić. Mimo padającego deszczu ze śniegiem o godz. 5 rano ruszamy do Międzybrodzia Bialskiego! Po raz pierwszy w historii naszych wyjazdów miałem obawy że będzie to totalny niewypał! Nie mówiąc tego na głos, żeby nie rujnować i tak wątłego morale kiwałem tępo głową gdy na stacji przed Bielskiem w totalnym deszczu tankowaliśmy bryke! Na miejscu kiwali na nasz widok wszyscy!

Piter
Piter

Po zalogowaniu się na super kwaterce w centrum ruszamy na podbój Beskidu Małego – oceniając realnie czas i warunki wybieramy małą pętlę na górę Żar dookoła jeziora! Ruszamy z centrum asfaltem – mokro jak cholera, siąpi lekki deszcz! Szaro buro niczym póżną jesienia. Kierujemy się na niebieski szlak i nim chcemy się wbić przez Jaworzynę na przełęcz Przysłop. Stopniowo nabierając wysokości zaczyna pojawiać się mokry śnieg, dość szybko niestety ściąga nas z siodełek, jest tak lepki że rowery podwajają swoją wagę a z letnich butów w ochraniaczach robią się koturny!!! Jazda staje się niemożliwa – śniegu przybywa w tępie zastraszającym a szlak pnie się coraz mocniej w górę. W pewnym momencie Maślana wyciąga nogi tzn. zalicza uślizg obunożny zakończony nurem w zaspie!!!:)

Orzełek na śniegu (made in Piter)
Orzełek na śniegu (made in Piter)

W okolicach Jaworzyny (864m npm) wzmaga się mroźny wiatr, który zawiewa śnieg i sypie kryształkami lodu strąconymi z drzew po twarzy. Do tego dochodzi mgła – zaczynamy się ślizgać i odkrywamy, że pod śniegiem jest lód! Zaliczamy kilka niezłych lądowań – pierwszy raz w górach przelatuje przez kiere na niezbyt ostrym zjeździe – na szczeście wszystko z bananem na gębie bo zakończone w białym puchu! Robimy małą sesyjkę w zaspach, pajaca na śniegu i stanie na głowie! Totalny odpał na widok takiej ilości śniegu:) Sceneria jest boska – po drodze na początku szlaku mineliśmy tylko trójke turystów – dalej nie było już żywej duszy!!! Pogoda załamuje się, błyskawicznie się ściemnia – biorąc pod uwagę tempo w jakim się przemieszczamy odbijamy w napotkaną ścieżynkę i tniemy w kierunku zielonego. Wylatujemy tuż przy zbiorniku wodnym Żar i decydujemy się na asflat w dół ze względu na późną godzinę!

Author Versus
Author Versus

Oblodzenie przerzutek totalnie pozbawia nas przełożeń, oblepione obręcze kół tracą wyważenie i na zjeździe rzuca rowerami jak cholera!!! Nie można się bujnać szybciej niż 50km/h po prostym asfalcie! Na dole znowu czeka na nas deszcz i kałuże, które dokańczają dzieła przemoczenia, a wiatr dodatkowo wychładza stopy Maślanej odsłonięte przez podarte ochraniacze marki szitmano:) Na szczęście kwatera jest boska – podgrzewana podłoga i kaloryfery jak ogień powodują, że już po 2 godz. cała garderoba łącznie z butami jest suchutka jak pieprz! Farelka którą zabrałem przydała się do rozmrażania kartofli tzn. palcy u nóg Maślanej i do suszenia włosów po kąpieli. Potem była jeszcze kiełbaska, korzenne made in Marian i Lord Of The Rings w TVN:)

Dzień 2

Dzień drugi wita nas lekkim mrozem. Jest suchutko i popruszył lekko śnieg – wygląda że będzie fajny dzień. Idealny na zaatakowanie Czupla najwyższego szczytu Beskid Małego (933m npm). Pętle postanawiam rozpocząć w odwrotnym kierunku niż planowałem – lepiej na początku za dnia wspinać się ostro na górę niż po ciemku zjeżdżać czerwonym!

Piter
Piter

Atak zaczynamy czerwonym z centrum tuż za kwaterką! Czerwony jest naprawdę ostry – początkowo kręcimy drogą która po ok. 2-3 km łączy się ze szlakiem. Im wyżej tym więcej śniegu, jednak dziś jest on już bardziej sypki , nie klei się aż tak do kół. Początkowo nawet udaje się nam jechać, stopniowo jednak coraz częściej zsiadamy z siodełek by gdzieś tak od połowy zaczać całkowicie pchać i brnać z bikami przez zaspy!!!

Czupel (930 m) – najwyższy szczyt Beskidu Małego, znajdujący się w jego zachodniej części położonej na zachód od doliny Soły[1]. Jest to tzw. Grupa Magurki Wilkowickiej.
Czupel (930 m) – najwyższy szczyt Beskidu Małego, znajdujący się w jego zachodniej części położonej na zachód od doliny Soły[1]. Jest to tzw. Grupa Magurki Wilkowickiej.

Jednak widoki wynagradzają wszystko – odsłania się nam Czupel i w oddali schronisko na Magurce Wilkowickiej. Nie brakuje też momentów zwątpienia – w myślach rzucam mięsem ile wlezie i zastanawiam się po co my się tam pchamy skoro wyżej będzie jeszcze gorzej? Jednak chęć zdobycia Czupla zimą jest większa! Gramolimy się praktycznie bez większych postojów bo wiatr szybko i skutecznie nas wychładza. Przed samym Czuplem nawet da się kręcić jednak już finalne podejście pokonujemy z kapcia ślizgając się na lodzie, który przykrył śnieg! Pada pomysł powrotu w to miejsce w biegówkach! Na szczycie MEGA widoczki – MEGA klimacik zimowy – kilka fotek i lecimy dalej.

Piter
Piter

Od tego miejsca po prawie 3 godz. brodzenia w śniegu zaczyna się jako taka jazda! W dół idzie jak cię mogę – sprawę utrudnia lód, który jest pod śniegiem! Zaliczamy kilka wywrotek i generalnie cały czas walczymy o utrzymanie równowagi bo koła latają na boki. Postanawiam w końcu spuścić trochę więcej powietrza z przodu tak do ok. 1 atm (opona ugina się do obręczy pod naciskiem kciuka). Okazuje się, że cholernie to pomaga – przód idzie jak po sznurku po dość głębokim śniegu, tył też sobie jakoś radzi z odpychaniem oczywiście jeśli się nie przegnie i nie zerwie przyczepności. Do schroniska na Magurce praktycznie dojeżdzamy a nie dochodzimy… i wyszło słoneczko Napotkani turyści podniecają się na nasz widok! Po drodze znajdujemy odciśnięty w lodzie ślad po prehistorycznym biku:) A w schronisku oczywiście żurek + korzenne wciągamy momentalnie – na d+eser czekoladka, na koniec wizyta za 50gr w pokoju zwierzeń i zbieramy się.

Schronisko PTTK na Magurce Wilkowickiej położone jest na wysokości 909 m na Magurce Wilkowickiej w zachodniej części Beskidu Małego. Jest to jedno z dwóch tego typu schronisk w tej części Beskidu.
Schronisko PTTK na Magurce Wilkowickiej położone jest na wysokości 909 m na Magurce Wilkowickiej w zachodniej części Beskidu Małego. Jest to jedno z dwóch tego typu schronisk w tej części Beskidu.

Czeka nas teraz niebieski na przełęcz Przegibek – jak się okazuje od tego momentu zaczyna się prawdziwa zimowa jazda! Zjazd niebieskim bardzo zacny choć ciut krótki – kręcimy filmiki i cykamy fotosy – wychodzi nawet słońce – a jednak warto się było męczyć! Lecimy dalej niebieskim w kierunku Hrobaczej Łąki – szlak coraz bardziej wydeptany i przez to praktycznie w 100% przejezdny. Zmieniamy kolor szlaku na czerwony i ostrym zjazdem zaliczamy Panienkę (tzn. przełęcz u Panienki:) i dolatujemy do krzyża na Hrobaczej Łące. Dochodzi godzina 16 – ściemnia się błyskawicznie a Maślana bije jeszcze rekord prędkości na śniegu z Hrobaczej żółtym w dół. 4.5km do centrum Międzybrodzia pokonujemy błyskawicznie jadąc przez moment po oblodzonym asfalcie a na końcowych serpentynach o mało nie ściągam opony z obręczy z przodu z powodu niskiego ciśnienia! Tuż przed zmrokiem meldujemy się pod prysznicem – wskakujemy w cywilne ciuchy, pożeramy flaczki i pakujemy umyte dupska do suki – kierunek Łódź niestety!


Bez wątpienia był to jeden z lepszych wypadów – kurde zawsze tak pisze, ale to prawda 🙂


Galeria zdjęć:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *